Zdrowie

Dlaczego cheat meal nie są tak złe jak sądzisz?

Kwiecień 17, 2016

W dzisiejszym tekście piszę o cheat meal. Czym jest tego typu posiłek? Jak często jem cheat meal? Czy planuję jedzenie takich posiłków, czy jem je spontanicznie? Napiszę też o tym, czy jedzenie cheat meal to zły pomysł.

Czym jest cheat meal?

Cheat meal to posiłek, który jest przeciwieństwem koktajlu ze szpinakiem, jarmużem i awokado. Niestety nie znalazłam dobrej polskiej nazwy na tego typu jedzenie, będę więc używać po prostu „cheat meal”. Zazwyczaj tą nazwą określa się jedzenie, które jemy od czasu do czasu, jako odstępstwo od zdrowej, wartościowej diety. Cheat meal może też oznaczać bardzo kaloryczne i niezdrowe danie, które jemy podczas diety odchudzającej w ramach nagrody. W moim przypadku cheat meal to posiłek, który nie jest wypełniony witaminami, zdrowymi tłuszczami i białkiem, tylko cukrem.

photo-1422246478030-ac94dfdc1dae (1)

Blogerka Ella Woodward, która prowadzi bloga Deliciously Ella, pisze w swojej książce, że w jej diecie nie ma czegoś takiego jak cheat meal. Ella na co dzień je wartościowe, roślinne posiłki – ze swojej diety wykluczyła wszystkie produkty przetworzone, cukier, mięso, a także nabiał i gluten. Zdrowa dieta pełni w jej przypadku rolę leczniczą, bo taki sposób odżywiania spowodował u niej remisję choroby. Ella jest osobą, która nie je cheat meal, bo po prostu nie ma na nie ochoty. Twierdzi, że często ma ochotę na słodycze, ale nie marzy wtedy o żelkach, ale o brownie z batatów lub daktylach z masłem orzechowym. Czy u mnie wygląda to podobnie?

Jak wygląda obecnie moja dieta

Nie jestem zwolenniczką diet. Na blogu często piszę Wam, że moim zdaniem naprawdę skutecznym sposobem na zdrowie i szczupłą sylwetkę nie jest kolejna modna dieta odchudzająca, tylko trwała zmiana nawyków żywieniowych. Zdrowe odżywianie to w moim przypadku styl życia, który na co dzień realizuję. Z tego powodu nigdy nie skupiam się na liczeniu kalorii – zamiast tego sprawdzam, czy to co jem jest wartościowe i odżywcze. Staram się, aby w mojej diecie było dużo naturalnych, nieprzetworzonych produktów. Jeśli już kupuję w sklepie jakiś przetworzony produkt, to zwracam uwagę, aby był on przetworzony w małym stopniu i miał w sobie mało zbędnych składników. Na co dzień wybieram produkty, które nie mają w sobie białego cukru stołowego.

Czy w mojej diecie jest miejsce na cheat meal?

Powyżej pisałam Wam o podejściu Elli do słodyczy. I choć osobiści podziwiam jej sposób żywienia, to moja dieta nie jest tak idealna, jak dieta tej blogerki. Czułam potrzebę napisania tego tekstu, bo chcę, abyście mieli pełny obraz tego, jak obecnie wygląda mój sposób odżywiania. Być może sprawiam wrażenie osoby, która odżywia się w 100 procentach zdrowo i naturalnie – tak nie jest! Jak zatem wygląda moje cheat meal? Tego typu posiłki jem od czasu do czasu, bez większego planowania. Istotną kwestią jest jednak fakt, że posiłki/produkty cheat meal to jedynie około 5%, a maksymalnie 10% mojej diety. Uważam, że to niski poziom i raczej nie planuję zmienić mojego sposobu odżywiania. W tekście na temat zapotrzebowania kalorycznego pisałam Wam, że moje dzienne zapotrzebowanie na energię to około 1800 kcal. Tak więc 5-10% przeznaczane na cheat meal to w moim przypadku od 90 do 180 kcal.

13000677_1328847573798178_1918991925_o

Dlaczego jem cheat meal?

Bardzo nie lubię stanu, w którym nie mogę czegoś robić. Mam przekorną naturę, więc im mocniejsze poczucie, że nie mogę robić tej czy innej rzeczy, tym większa ochota na to. Działa to także w przypadku jedzenia. Pamiętam jak kiedyś, dawno temu, byłam na diecie. Nigdy nie miałam dużej nadwagi, chodziło o zrzucenie kilku kilogramów. Moje samopoczucie w tych dniach (dieta nie trwała więcej niż kilka dni) było tragiczne. Czułam jakby ktoś zabrał mi całą radość życia i wtrącił do celi, w której jedyne co mogę robić to umartwiać się. Uwielbiam jedzenie, więc ograniczanie go i rezygnacja ze słodyczy, to było coś strasznego. Obecnie wiem, że nie muszę rezygnować z niczego, na co mam ochotę. Dzięki temu, że moja świadomość na temat zdrowego odżywiania jest na dużo wyższym poziomie, pozwalam sobie na wszystko, czego zażyczy sobie mój organizm. Warto tutaj jednak dodać, że w rzeczywistości jest po prostu tak, że nie mam ochoty na niezdrowe jedzenie. Mój organizm przyzwyczaił się już do tego, że nie dostarczam mu dużych dawek cukrów prostych, tak więc mój smak na słodkie produkty jest bardziej wyczulony. Brak zakazów dotyczących jedzenia cudownie wpływa na moją psychikę, bo wiedząc, że mogę jeść wszystko, jestem szczęśliwa. Zaś ostatecznie i tak nie jem „wszystkiego”, bo nie mam takiej potrzeby. Kiedy chcę zjeść coś słodkiego to wybieram jedne ze świetnych przepisów na zdrowe słodycze lub jem świeże lub suszone owoce. Od czasu do czasu najdzie mnie jednak chęć na cheat meal. Co wtedy jem?

Jakie cheat meal jem od czasu do czasu?

Kocham zdrowe jedzenie, dlatego nie ciągnie mnie do niezdrowych potraw. Łatwiej mi wymienić cheat meal, którego nie jem. Mam to szczęście (lub wyrobiłam sobie taki nawyk), że niezdrowe jedzenie mi nie smakuje. Nie pożądam więc ociekającego tłuszczem mięsa, żelek czy pianek marhmallows. Dodam też, że przepisy na zdrowe desery, które zamieszczam na blogu, to nie są dla mnie cheat meal, bo nie zawierają one cukru. Co więc jem w ramach cheat meal?

Czekolada 

Jako tego typu posiłki traktuję wszystko to, co zawiera w składzie cukier. Tutaj mogę wymienić przede wszystkim czekoladę, bez której nie wyobrażam sobie życia. Choć wiem, że najlepsza jest taka bez dodatków z dużą zawartością kakao, to czasem jem też czekolady z dodatkami. Kupuję więc od czasu do czasu czekoladę L.D. Gross z Lidla z kawałkami masy malinowej, choć jest w niej np. syrop glukozowo-fruktozowy. Na dobrą sprawę, to każda ciemna czekolada, która ma w sobie cukier, jest trochę takim cheat meal. Czasem zdarza mi się kupić czekoladę marcepanową Ritter Sport, która na pierwszym miejscu w składzie ma cukier. Mimo wszystko – uwielbiam ją!

Frytki i pizza

Kolejnym posiłkiem cheat meal są frytki z McDonalds, ale akurat takie danie jem średnio raz na pół roku. Uwielbiam dobrą pizzę, więc to był mój dawny cheat meal – jednak odkąd nie mogę jeść sera, to ta opcja niestety odpada. Na pewno będę jednak szukać pizzy z serem kozim. Muszę dodać, że po tym jak zauważyłam u siebie alergię na białka mleka, to moja skłonność od jedzenia cheat meal zmniejszyła się w bardzo dużym stopniu. Po prostu kiedy wiem, że coś jest nie tylko cheat meal, ale i źle wpłynie na mój wygląd, to moja motywacja do niejedzenia tego znacznie rośnie. Czasem pozwalam sobie na cheat meal, bo jestem w fajnej restauracji i chcę zjeść dobry deser.

Domowe ciasto plus lody

Zdarzają się też sytuacje, że cheat meal jem podczas spotkań towarzyskich, bo np. ktoś poczęstuje mnie domowym ciastem. Choć staram się nie jeść cukru, to czasem wypijam go, np. z napojem roślinnym, który jest dodatkowo delikatnie słodzony. No i latem największy cheat meal to na pewno lody, choć nie jem ich bardzo często.

pexels-photo

Czy cheat meal jest potrzebny?

Moim zdaniem tak. Lepiej od czasu do czasu pozwolić sobie na prawdziwy cheat meal i mieć z takiego posiłku dużo radości, niż codziennie jeść dietetyczne ciasteczka, które składem niewiele różnią się od klasycznych słodyczy.

Mój przykładowy cheat meal :-)

Podsumowanie

Kluczową kwestią dotyczącą cheat meal w moim życiu jest fakt, że tego typu jedzenie to najczęściej jedynie 5% mojej diety. Pozostałe 95% to pełnowartościowe, odżywcze posiłki, które nie tylko odżywiają moje ciało, ale też doskonale smakują. Myślę, że takie podejście do odżywiania jest właściwe i nie przynosi mojemu organizmowi żadnych negatywnych konsekwencji. Cieszę się jedzeniem bez ograniczania jego ilości, bo jem tylko wtedy, kiedy jestem głodna. Podoba mi się zdanie, które chyba przeczytałam kiedyś w książce Gilian McKeith:

Jeśli masz żałować, że coś zjadłeś, to lepiej tego nie jedz.

Dlatego kiedy już decyduję się na posiłek cheat meal, to nigdy nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Najważniejsze to słuchać swojego ciała i zapewniać mu codziennie odpowiednią dawkę dobroci – także pod postacią pysznego jedzenia. Jeśli nasza dieta na co dzień jest bogata w produkty pełnoziarniste, białko, warzywa, owoce, zdrowe tłuszcze, to mały cheat meal nie będzie niczym złym.

Jestem ciekawa co u Was pełni rolę cheat meal – dajcie znać w komentarzach!

 

Przeczytaj też: 10 faktów o tłuszczach, które warto znać

Dobre tłuszcze - oliwki i awokado.

10 faktów o tłuszczach, które warto znać

You Might Also Like

  • wiktoria

    uwielbiam twoje posty i z niecierpliwością czekam na kolejne.
    Wiktoria

    • Dziękuję za tak miłe słowa, to motywuje do pisania! :-)

  • Też jestem za takimi posiłkami od czasu do czasu, o ile nie są one usprawiedliwieniem łakomstwa ;) Podobno w przypadku osób ćwiczących i trzymających tzw. czystą michę, cheat meal może pomóc podkręcić metabolizm w czasie redukcji :)

    • Też czytałam gdzieś coś takiego, więc chyba coś w tym jest. W tego typu sposobie odżywiania kluczowe jest to, żeby to był cheat meal, a nie cheat day :-)

  • nie nazywam tego cheat meal, ale czasami po prostu mam ochotę na coś niezdrowego i to jem. na co dzień odżywiam się raczej zdrowo, chociaż mało w mojej diecie modnych super foods.

    • Kwestia nazwy to sprawa drugorzędna, fajnie, że masz podobne podejście do mojego :-) A odnośnie superfoods – dla mnie nawet natka pietruszki i siemię lniane to są superfoods :-)

  • Fajny blog, ciekawie piszesz na temat zdrowia. Osobiście nie cierpię słowa dieta, ale staram się zdrowo odżywiać, a cheat meal to moja zasada. 10% procent moich posiłków to właśnie cheat meal i chyba to mnie trzyma tak długo przy zdrowym jedzeniu.

    • Dzięki za miłe słowa, a z cheat meal mam podobnie :-)

  • Nephera

    Ja pozwalam sobie na jedną paczkę czipsów tygodniowo, czasami skubnę też jakieś ciastko. Jak gdzieś daleko jadę, to czasami po drodze zjem jakieś fastfoodowe frytki. Raz na miesiąc się zdarzy, że bardzo mi się nie chce nic gotować, to zamawiamy sobie pizzę. Bez sera :). Ostatnio w ogóle miałam rozkminę: czemu nigdzie nie można kupić pełnoziarnistej pizzy (przynajmniej nigdzie nie widziałam)?! Myślę, że na taką mogłabym skusić się częściej. Chyba kupię sobie jakąś formę pizzową i poeksploruję ten temat.

    A ogólnie to cześć, czytam Cię jakiś czas, zrobiłam niedawno konto na disqusie to stwierdziłam, że się wypowiem. Zaintrygowała mnie to nie-serowość pizzy, raczej wszędzie można taką zamówić, przecież muszą tylko nie kłaść sera. Jak dla mnie nie odstaje ona niczym od serowej pizzy, chociaż ja jestem wielkim koneserem pizzowego ciasta i sosu pomidorowego ;D. Zawsze oprócz koziego sera jest ser wegański (jak ktoś lubi), są gdzieniegdzie takie pizzerie, a koziego sera chyba nie widziałam nigdzie. Chociaż z drugiej strony w sumie nie rozglądam się za takimi składnikami.

    • Ja jestem wielbicielką czekolady, a za chipsami (na szczęście) nie przepadam :-) Też mam w planach zrobienie domowej pizzy, ale jakoś nie mogę się do tego zabrać… ps. dzięki za komentarz (zawsze fajnie się czyta wypowiedź kogoś kto zagląda i w końcu zostawia po sobie ślad :-)

      • Agnieszka Smolinska

        Ciao, mieszkam we Wloszech kraju pizzy. Moim cheat meal sa lody, wloskie lody sa niebianskie. Poza tym ja i moja rodzina uwielbiamy pizze robiona w domu. Od prawie zawsze do ciasta dosypuje albo make razowa albo orkiszowa i pizza wychodzi bardzo dobra. Pizza zamawiana w pizzerni juz nam tak nie smakuje jak kiedys, teraz wolimy domowa, bo skladniki sa zdrowsze, bez konserwantow, bez ulepszaczy smaku.Polecam.
        P.S. Jesli bylabys zainteresowana przepisem to daj znac. A moze po wyprobowaniu jeszcze ja ulepszysz?

  • Mamy bardzo podobne podejście do jedzenia. Nic nie działa na mnie gorzej jak zakazy. Dlatego mogę jeść wszystko, ale wybieram to co dla mnie dobre ;-)

  • Super post i fajne podejście według mnie :) Mam celiakię, alergię na kazeinę i soję. Staram się zdrowo odżywiać i nie ulegać pokusie bezglutenowym słodyczom. W końcu bezglutenowe nie zawsze równa się zdrowe ;) Jednak miewam czasem dzień, że cheat meal w formie ulubionych ciastek pojawia się w mojej diecie. Każdy patrzy na to inaczej, ale dla mnie to forma nagrody za resztę wyrzeczeń :)

    • Dzięki za miłe słowa, pozdrawiam :-) ps. nie taki cheat meal straszny… jeśli jedzony w odpowiednich proporcjach :-)

  • tyle siedzę już w żywieniowych tematach i wg a tu jeszcze nigdy nie słyszałam o takim określeniu ;)
    Czasem chce mi się zjeść coś bardziej niezdrowego.. wtedy to robię, ale i tak zawsze jest to wegańskie i bez białego cukru ;)

  • NORA POGORZELSKA

    Bardzo Ci dziękuję za ten szczery tekst, wreszcie ktos nie boi się zaklinać rzeczywistości (tak jak , w moim odczuciu, wspomniana przez Ciebie Ella Woodward). BTW ” Lepiej od czasu do czasu pozwolić sobie na prawdziwy cheat meal i mieć z takiego posiłku dużo radości, niż codziennie jeść dietetyczne ciasteczka, które składem niewiele różnią się od klasycznych słodyczy.” No własnie – składem różnią się mało ale za to ceną już nieraz kolosalnie :). Fajny ten Twój blog, keep it going !!

  • bonifacy

    Bardzo fajny wpis :) ja uważam że trzeba czasami sobie dogodzić bo raz się żyje! Zgadzam sie z wpisami z forum http://www.sfd.pl/Cheat_Day/Cheat_Meal__Redukcja.-t937537.html że bardzo ważne jest to dla psychy! przynajmniej w moim przypadku 2 razy w miesiącu (czasem więcej :P) totalnego szaleństwa z cheat meal ;-)